W połowie października udało się panu mężowi wyciągnąć mnie na dwie wycieczki rowerowe w okolice Wrocławia. Zapakowaliśmy (tzn. PM) rowery, do bagażnika wrzuciliśmy kurtki przeciwwiatrowe, bo trochę duło, i pojechaliśmy - raz do Żmigrodu, raz do Milicza, gdzie ogromny wybór ścieżek rowerowych, od krótszych i niewymagających, po dłuższe i dla wyjadaczy;)
Wybraliśmy te pierwsze; moja kondycja woła o pomstę do nieba, prawdę mówiąc powinnam się już przesiąść na rower elektryczny, ale jakoś nie potrafię się przełamać, póki co...
Z Milicza pojechaliśmy przez Rudę Milicką do Grabownicy, po śladzie dawnej kolei wąskotorowej (jeszcze w latach 80. udało mi się nią przejechać) trasą, która prowadzi przez Park Krajobrazowy Doliny Baryczy, trochę bokiem, trochę lasem, zahacza też o rezerwat Stawów Milickich.
Ponieważ był piątek, to ludzi na lekarstwo, zamknięta też była, niestety, knajpka, w której obiecywaliśmy sobie coś zjeść i się ogrzać, bo trochę nas wywiało. Zdjęć zrobiłam niewiele, tak tylko dla dokumentacji;)
Kolarz pochodził z tych okolic i tu (w Wierzchowicach) jest pochowany.
Grabownica
Weszłam tylko na pierwszy poziom i teraz widzę, że to był błąd...
.jpg)

.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)



.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Ostatnio pisuję dość nieregularnie, ale to nie znaczy, że nie zaglądam do Was:)